No to wyjmujemy silnik!
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Przed wyjęciem silnika należało wyjąć część osprzętu z komory silnika, a właściwie to większość
Oczywiście należało również spuścić płyny z układu wspomagania, chłodzenia oraz hamulcowego.
Tutaj już po zdemontowaniu filtra powietrza wraz z obudową i częsci przewodów chłodzenia.
Jak zwykle skorodowane miejsce, gdzie spotykają się wszystkie masy w krokodylu.
Bez chłodnicy, reflektorów, grilla, zderzaka…
Ostatnie spojrzenie na silnik jeszcze w samochodzie
Bez pożyczonej wyciągarki do silników cała operacja zakończyłaby się fiaskiem
Wychodzi!
I wreszcie opuścił miejsce w które został prawdopodobnie włożony aż 15 lat temu.
Całość operacji nie trwała trochę dłużej niż mogłoby to wynikać z niniejszej opowieści - nie spiesząc się trwało to kilka roboczo-sobót. Prace można by podzielić na 3 etapy: 1. demontaż od “góry”, czyli osprzęt, 2. prace od spodu: półosie, odłączenie lewarka zmiany biegów. 3. Meritum - wyjęcie silnika
Poniżej jeszcze widok na pustą komorę silnika. Zewnętrznie nadwozie jest praktycznie bez rdzy, niestety korozja nie ominęła wnętrza komory silnikowej. Nie jest to jednak jeszcze korozja daleko posunięta - dziur nie ma! W sumie najgorzej prezentują się podłóżnice w miejscach gdzie półosie wychodzą na zewnątrz - niestety jest to chyba standard w krokodylu.
Silnik został wyjęty, pozostało więc dobranie się do rozrządu oraz innych rzeczy wymagających kontroli i sporządzenie listy zakupów. O nieoryginalnych rozrządach słyszałem raczej niepochlebne opinie, dlatego też chciałem kupić części oryginalne. Jak wiadomo czas oczekiwania w ASO jest dosyć długi dlatego należało się uzbroić w cierpliwość, a wolny czas i niewykorzystane zasoby energii wykorzystać do oczyszczenia komory silnika z rdzy i brudu, tak żeby wszystko było gotowe na przyjęcie zrobionego silnika.









